Projekt Kolumba cz. 18

Gdyby nawet Kolumb musiał był powrócić z atlantyckiej podróży z próżnymi rękoma, nie odkrywszy nowego Świata, zawsze by jednak pozostał przedmiotem uwielbienia, śmiałość bowiem usiłowań i torowanie nowych, niezwyczajnych dróg zdaje się spuścizną przechodzić od jego czynu na następne pokolenia. Zawdzięczamy mu, jeżeli podobne słowo przystoi ludzkiemu rozumowi, że stosunki nasze dojrzały o pół wieku wcześniej. Nie powinniśmy jednak gardzić ludźmi, którzy przeciw jego planom przemawiali. Kolumb szczupły posiadał zapas matematycznych i geograficznych wiadomości, i łatwo było ówczesnym uczonym pokonać go siłą powag, na które on sam się powoływał, a ustępy popierające jego zamiar odeprzeć niezliczonymi innymi. W pismach Kolumba widać zapalną fantazję, przystępną dla cudowności, i chętnie się puszczającą na niezwykłe tory. Dla bardziej badawczego wzroku te wewnętrzne targania się ducha objawiały się w samej powierzchowności Kolumba i nakazywały ostrożność. Plan jego rozbijał się o zasady heleńskiej wiedzy, jak ona była podaną późniejszym czasom przez swego skarbnika, Klaudyusza Ptolomeusza i dopiero po dojrzeniu wielkich wypadków można było starym mistrzom zaglądać przez plecy. Krytyczni przeciwnicy Kolumba walczyli po stronie prawdy, Kolumb za szczęśliwe złudzenie, z którego się Nowy świat wyłonił. Nieobliczone powodzenie przyznało słuszność Kolumbowi, a łatwo tern powodzeniem przekupione umysły myślały, że uświetnią czyn Kolumba, jeżeli rzetelnych przeciwników jego obrzucą mianem głupoty.