Projekt Kolumba cz. 10

To jednak, co przede wszystkim pobudziło Kolumba do wielkiego przedsięwzięcia, to były opisy podróży Marka Pola i Odoryka z Pordenone, z których kradł potem rycerz Mandeville. Bo jeżeli Kolumb myślał o przeprawie do Indii, to pod tym wyrażeniem rozumiano w owych czasach całą wschodnią Azję, nie tylko więc do półwyspu między Indem a Gangesem, ale i do Kathaju czyli Chin, do portów Zaitunu, i do cudownego miasta Marca Pola, Quinsay, dążyły jego myśli. Tylko z pism tego Wenecjanina dowiedziano się coś o archipelagu japońskim, który Chińczycy nazywali Wschodnią wyspą, Dżepen. Marco Polo na podstawie chińskich wiadomości podawał odległość tych wysp od wybrzeży chińskich na 1500 mil. Europejscy geografowie rozumieli pod tym nie chińskie Li (250 = 1° na równiku), ale włoskie mile. Stąd poszło, że odległość Zipangu (Japonii) od stałego lądu przedstawiano na mapach wielokrotnie powiększoną. Żeglarze zatem europejscy mogli się spodziewać, że przed przybyciem do Chin czyli państwa wielkiego Chana spotkają na drodze tę wyspę, która obiecywała być dogodnym miejscem wytchnienia w długiej podróży z Hiszpanii do Chin.

Oprócz tego wszystkie morskie karty robiły nadzieję, że na połowie drogi do Zipangu znaleźć można obszerną wyspą zwaną Antiglia, która wynurzyć się miała z oceanu zachodniego jeszcze wtedy, gdy Azory nie były zaludnione przez Portugalczyków. Nie wyjaśniono dotąd dostatecznie, skąd to imię powstać mogło. Jeżeli będziemy śledzili w chronologicznym porządku za tym zagadkowym przedmiotem na mapach, to ujrzymy, że po odsłonięciu atlantyckich archipelagów wyspa ta cofa się na Zachód, a z odkryciem dzisiejszych Antylów z geograficznej szerokości wysp Kanaryjskich umyka na wysokość Azorów.