Projekt Kolumba cz. 1

Czerpiąc z papierów, pozostałych po Krzysztofie Kolumbie, syn jego Don Fernando obszernie nam opowiada, jakim sposobem dojrzała w jego ojcu myśl, że do wschodniego brzegu Azji można się dostać przez Atlantyk. Ponieważ ta myśl nie była wcale nową, i często ją rozważano, zasługa zatem Kolumba polega tylko na tym, że skłonił współczesnych do jej wykonania. Ale łatwym to było do pojęcia, że wschodni brzeg Azji, jak wszelki brzeg atlantycki leży naprzeciw zachodniej Europy, gdy ziemia uważaną była za niewątpliwie kuliste ciało. Ten pogląd, który już był własnością Pitagorejczyków, zawdzięczał swoją przekonywającą siłę w wiekach średnich najwięcej niezachwianej powadze Arystotelesa.

Ta dawniejsza nauka popadła w wielkie niebezpieczeństwo z powodu aleksandryjskiego kupca Kosmasa z przydomkiem Indopływcy, który miał w połowie szóstego wieku zwiedzić Malabar i zostawił dziwaczne dzieło o budowie świata, pełne bajek indyjskich. Podług niego ziemia była płaską, w środku się podnoszącą, otoczoną zewsząd bajecznym oceanem i oddzieloną od wszechświata firmamentem, który jak dzwon szklany nakrywał zamieszkałe kraje. Podobna myśl po postępach aleksandryjskiej szkoły w matematycznych naukach pozostałaby zupełnie nieszkodliwą, gdyby się była nie uczepiła litery Pisma świętego, i niejako wziąwszy Biblię na tortury, zmusiła ją do wyznawania tej błędnej nauki.